Przekładania świata

Olga Śmiechowicz i Krzysztof Bartnicki byli bohaterami spotkania „Przekładanie tekstu, przekładanie świata” zorganizowanego na Targach Książki w Katowicach przez Bibliotekę Śląską.

Pretekstem do rozmowy były wydanie przekładów, których autorami byli oboje twórcy.

Olga Śmiechowicz jest hellenistką, tłumaczką, teatrolożką. Nakładem Wydawnictwa Biblioteki Śląskiej ukazały się nowego przekładu „Lizystraty” i „Żab” Arystofanesa w jej tłumaczeniu i opracowaniu.

Z kolei Krzysztof Bartnicki to pisarz, tłumacz, słownikarz, laureat Nagrody Literackiej Gdynia i Nagrody „Literatury na Świecie”, który dokonał spopolszczenia „Pieśni świętojańskiej o Sobótce” Jana Kochanowskiego. Wydawnictwo Biblioteki Śląskiej wydało jego pracę pt. „Garutko sobotniej ropy, czyli Jana Kochanowskiego ‘Pieśni świętojańskiej o Sobótce’ (1586) spopolszczenie w sześć par prawie tekstów”.

Jerzy Jarniewicz, który prowadził spotkanie, podkreślał, jak bardzo przełomowe są dzieła Olgi Śmiechowicz i Krzysztofa Bartnickiego, jak bardzo są twórcze i potrzebne.

– Olga Śmichowicz przełożyła komedię Arystofanesa, co jest wydarzeniem, o którym powinno się w polskiej humanistyce mówić na lewo i prawo, toczyć spory, toczyć awantury, dyskutować, debatować, pisać na okrągło. To dzieło jest ponadgatunkowe i nie daje się podsumować żadną z istniejących etykiet.

Jak tłumaczyła sama autorka: – Mój przekład jest bardzo skonkretyzowany, ta strategia tłumaczeniowa była bardzo konkretnie skalibrowana, jeżeli chodzi o to, jak poprowadzić całość tekstu. „Lizystrata” została bowiem przetłumaczona w kontekście Strajku Kobiet. I to bardzo mocno ustawiło moją optykę patrzenia na oryginał. Wprowadziłam nawiązania do czarnych protestów, do haseł, które były wykorzystywane na transparentach w trakcie manifestacji, ale oczywiście do tego są odpowiednie przypisy, gdzie pokazuję, jak jest w oryginale. Trzeba zaznaczyć, że Arystofanes pisał swój tekst w języku sobie współczesnym potoczystym, językiem ulicy.

Krzysztof Bartnicki swoje dzieło nazwał spopolszczeniem.

– To nie jest przekład, bo odbywa się w ramach tego swojego języka. To przełożenie języka Jana Kochanowskiego na język współczesności. Nie czuję, że jestem w awangardzie. Uważam, że jesteśmy w tyle za Zachodem jeśli chodzi o przekładnie tekstów staroliterackich na nowe media – tłumaczył autor. W jego tekście pojawiają się nawiązania do tekstów raperskich. – Stare teksty kojarzą się z ramotą. U Kochanowskiego pieśni to element zabawowy, obecnie rap kojarzy się z zabawą – wyjaśniał. Spopolszczyłem Kochanowskiego poprzez język rapu, czyli popkulturę.

A Jerzy Jarniewicz dodał: – Literatura nie jest ponadczasowa. Chociażby dlatego, że język się starzeje. Literatura dawna staje się nieczytelna z powodu zmian w świecie. Uważam, te przekłady to niezwykle ważne dzieła. Wy sproblematyzowaliście pojęcie „przekład”. Te książki zapraszają do namysłu, co jest literaturą i przewartościowania czegoś takiego jak kanon literacki. Zajęliście się tekstami kanonicznymi, które cieszą się wyjątkowym społecznym prestiżem.

– Nie tłumaczę po to, żeby zadawalać filologów klasycznych, tylko żeby sprawić, żeby jak najwięcej ludzi sięgało po klasykę, skoro stare przekłady już nie są zbyt atrakcyjne. Literaturę należy łączyć ze współczesnością, żeby do nas przemawiała. Tłumaczę po to, żeby te teksty ciągle żyły. To nie jest wprowadzenie nowego tekstu do polskiej literatury, wówczas nie podjęłabym się przekładu.

– Wiele te książki różni, ale mają też ze sobą wspólnego: to teksty pisane są nie dla oka, ale dla ucha – spuentował Jerzy Jarniewicz. (ET)


Jak ocalić motyle?

„Jak ocalić motyle?” – pod takim hasłem odbyło się spotkanie z prof. Mirosławem Nakoniecznym z Uniwersytetu Śląskiego, autorem opracowań i badań naukowych właśnie na temat motyli. W kręgu jego zainteresowań szczególne miejsce zajmuje jeden gatunek: niepylak apollo.

Motyl ten zagrożony jest wyginięciem. Prof. Nakonieczny prowadził od 1995 roku badania na terenie Pienińskiego Parku Narodowego. Wówczas populacja niepylaka szacowana była na 20-30 osobników. Udało się sztucznie powiększyć jego liczebność.

Jak wskazała redaktor Katarzyna Głuch-Juszkiewicz z Radia Katowice, która prowadziła spotkanie, współczesne zmiany klimatyczne i związany z nimi zanik bioróżnorodności dotyka wielu gatunków zwierząt i roślin, w tym właśnie motyli.

– Według szacunków badaczy niemieckich biomasa owadów w ciągu 40-50 lat spadła o 70-80 proc. – mówił naukowiec. W Europie Zachodniej są odpowiednie programy przywracania motyli środowisku. Wysiewane są specjalne rośliny, które je przyciągają, które je żywią. Ogranicza się też użycie chemikaliów.

Jak podkreślił, gdyby zniknęły motyle, mogłyby zniknąć również ptaki, które żywią się gąsienicami.

Rozmawiano też o tym, co ludzie mogą zrobić, żeby powtrzymać proces znikania owadów.

Prof. Mirosław Nakonieczny zaangażował się w projekt badań naukowych nad niepylakami w Grand Teton National Park oraz Greater Yellowstone Ecosystem w Stanach Zjednoczonych. Zainicjowała je amerykańska ekolożka prof. Diane Debinski. Projekt finansowany był przez Disney Conservation Fund (Fundusz Ochrony Disneya).

Efektem badań jest publikacja „Wings That Make Waves”, która przedstawia historię niepylaków i pokazuje, jak motyl łączy się z ekosystemami i gatunkami na całym świecie. W powstawaniu anglojęzycznego podręcznika, skierowanego przede wszystkim do nauczycieli oraz uczniów szkół podstawowych i ponadpodstawowych, uczestniczyli prof. Mirosław Nakonieczny i dr Andrzej Kędziorski z Wydziału Nauk Przyrodniczych UŚ.

Publikacja zawiera różnorodne materiały interaktywne, grafiki w żywych kolorach oraz filmy. Podręcznik stwarza okazję do zainteresowania młodzieży przyrodą i przekazania cennych informacji związanych z ochroną środowiska w atrakcyjnej formie.

Książkę można bezpłatnie pobrać za pośrednictwem Apple Books. (ET)


Podróż do świata literatury z prof. Koziołkiem

O kulisach powstawania bardzo popularnej audycji w Radiu Katowice zatytułowanej „Poczet pisarzy polskich” opowiadali podczas Targów Książki w Katowicach jej twórcy, czyli redaktor Ewa Niewiadomska oraz prof. Ryszard Koziołek, rektor Uniwersytetu Śląskiego.

Dotychczas powstały 33 godziny nagrań po polskich pisarzach i pisarkach, takich jak Leopold Staff, Jerzy Pilch, Wisława Szymborska, Witold Gombrowicz, Jarosław Iwaszkiewicz, Kazimierz Przerwa-Tetmajer, Mikołaj Rej, Jan Kochanowski, Jan Chryzostom Pasek czy Aleksander Fredro.

To, co zaskoczyło prowadzących, to duże zainteresowanie ich opowieściami. Mimo iż audycja nie była emitowana w tzw. prime time, ale w poniedziałkowe wieczory.

– Przy tworzeniu tej audycji towarzyszyła mi przekora, aby dzięki niej chciano czytać lektury omawiane przez nas. Nie musiałem być przy tym panem od polskiego, mogłem sobie pozwolić na oświeceniowe wygłupy – mówił prof. Ryszard Koziołek.

Ten format audycji bardzo się spodobał. Coraz więcej słuchaczy zgłasza się do prowadzących zafascynowanych ich opowieściami.

Autor książki „Czytać, dużo czytać” przyznał, że realizacja „Pocztu” była możliwa za sprawą radia publicznego, które sfinansowało realizację cyklu. – Mimo że w ostatnich latach patrzyliśmy na media publiczne dość krytycznie, to przez determinację niektórych jej przedstawicieli powstawały rzeczy dobre i przynosiły chlubę redakcjom. Takie audycje jak „Poczet” nie są dziś możliwe bez mediów publicznych.  Cykl należy do audycji misyjnych, który mógłby zadowolić kilkuset odbiorców. Powinniśmy pilnować, aby media publiczne troszczyły się o to, co nie trafia do słuchaczy masowych.

Wybitny literaturoznawca mówił też o roli literatury. – Literatura jest czym więcej niż książki, jest sposobem użycia języka. Literatura jest szkołą mówienia. Czytanie jest fenomenalną, pożyteczną lekcją mówienia.

Ewa Niewiadomska dodała: – prof. Ryszard Koziołek zajmuje się odczarowywaniem różnych aspektów literatury.

Odniesiono się także do aktualnej sytuacji na rynku książki: – Ogromnie cieszę się z powrotu do książek mówionych i popularności audiobooków. Cieszę się także, że żadna z wielkich przepowiedni się nie spełniła. Lamentowano, że ludzie nie będą czytać książek, a zwłaszcza książek papierowych. Tymczasem to się nie sprawdziło. Największe zaskoczenie do literatura Young Adult, a zatem czytające nastolatki, które czytają dużo, sięgają po o grube książki. Młodzi ludzie czytają książki papierowe, można dyskutować o złożoności i głębi problemów poruszanych w tych lekturach, ale nie przesadzajmy, my też nie zawsze czytaliśmy tylko mądre książki – mówił prof. Ryszard Koziołek.

Ewa Niewiadomska i prof. Ryszard Koziołek za audycję „Poczet pisarzy polskich” zostali uhonorowani w tym roku nagrodą PIK-owy Laur w kategorii „Najciekawsza prezentacja książki i czytania w mediach audiowizualnych i elektronicznych”. (ET)


Rzezimieszki ze Śląska

„Kryminalny Śląsk” – pod takim tytułem odbyło się spotkanie zorganizowane przez Radio Katowice z udziałem dr Anny Zaczkowskiej, historyk z Muzeum Historii Katowic. Prowadziła je Ewelina Kosałka-Passia, która realizuje audycję z cyklu „Działo się!” na antenie Radia Katowice.

Spotkanie zgromadziło liczną publiczność, którzy z wielką uwagą słuchali opowieści o największych przestępstwach dwudziestolecia międzywojennego.

Dlaczego Śląsk sprzyjał antybohaterom? Jak tłumaczyła dr Anna Zaczkowska, Śląsk w drugiej połowie XIX wieku zamieszkiwała mała liczba ludności. Było tu dużo lasów, mnóstwo małych osad. A w dwudziestoleciu międzywojennym z powodu industrializacji, napływu ludności stał się magnesem dla przestępców z całego kraju, bo w tym tłumie czuli się anonimowo.

Wśród prezentowanych przez obie panie antybohaterów pojawił się „dolnośląski Arsen Lupin”, czyli pierwszy burmistrz Katowic, który okazał się złodziejem. To Louis Diebel. Ukradł 15 tys. talarów. Szukano go z niezwykłym rozmachem. W prasie zagranicznej zamieszczono portret pamięciowy i próbkę pisma. Wyznaczono też nagrodę za jego odnalezienie. I złapano go w Baltimore.

Eliasz i Pistulka to bandyci, który działali na Górnym Śląsku niczym Robin Hood czy Janosik – przynajmniej w przekazach ludowych. Razu pewnego dokonali zuchwałej kradzieży: ukradli sejf, wywieźli go do lasu, tam go otworzyli i zrabowali zgromadzony tam majątek. Zostali złapani i trafili do więzienia.

Śląsk miał też swoją grupę Peaky Blinders z Górnego Śląska na czele z Hanysem Stolorzem z Szopienic. Syn górnika trafił do pruskiego poprawczaka i zszedł na drogę przestępczą. Terroryzował okolicę, był zuchwały, kradł i mordował.

 Kolejna omawiana postać owiana złą sławą to Nikifor Maruszeczko – morderca z Parku Kościuszki. Wielbiciel maskarady i tańców. Był włóczęgą, skazywano go za drobne kradzieże. Potem dokonywał zbrodni w Krakowie, Warszawie i na Górnym Śląsku. Mimo że był poszukiwany przez policję całego kraju, postanowił wziąć udział w balu karnawałowym w Białej. I to go zgubiło. Otrzymał nawet podwójną karę śmierci.

Spotkanie zostawiły pewien niedosyt, prowadzące zachęcały, aby to w książkach poszukiwać ciekawych historii z życia wziętych, które bywają dużo ciekawsze niż sensacyjne filmy. (ET)


Tajniki uważności

O tym, jak wzmocnić nasze dzieci, by lepiej radziły sobie z codziennym stresem w szkole i w domu rozmawiała redaktor Iwona Kwaśny z Radia Katowice z Eweliną Adamczyk, certyfikowaną trenerką uważności dla dzieci i młodzieży.

Nasze dzieci przede wszystkim potrzebują uwagi – podkreślała Ewelina Adamczyk. – Trzeba ich słuchać uważnie, nie przerywać im, gdy mówią. Być szczerym i autentycznym w kontakcie. Niestety mamy wdrukowane nawykowe reakcje, reagujemy impulsywnie, a to szkodzi relacjom – mówiła ekspertka. Radziła, aby wziąć oddech, zanim się coś odpowie, powiemy coś, co nasuwa się nam natychmiastowo.

Jak zaznaczała, uważność to trening naszego umysłu. Omawiała tajniki mindfullnes wśród dzieci i młodzieży, ale też wśród dorosłych.

Zachęcała do praktyk nieformalnych, jak uważne wypicie wspólnie herbaty, wspólny spacer. To ważne, bo nauka uważności tworzy bezpieczny bufor. Istotne jest także budowanie pozytywnej relacji samemu ze sobą.

 Na koniec spotkania Ewelina Adamczyk poleciła szereg lektur, które pomagają w rozwijaniu uważności. (ET)


Spotkanie z poezją Mariusza Jochemczyka

Biblioteka Śląska zorganizowała podczas Targów Książki w Katowicach spotkanie z Mariuszem Jochemczykiem, autorem tomiku poezji „Ukryta opcja”.

Wieczór autorski prowadził Jan Baron.

Mariusz Jochemczyk jest doktorem habilitowanym nauk humanistycznych, profesorem w Instytucie Literaturoznawstwa Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach. Członkiem Komisji Historycznoliterackiej PAN w Katowicach oraz Towarzystwa Literackiego im. Teodora Parnickiego, a także zastępcą redaktora naczelnego półrocznika naukowego „Fabrica Litterarum Polono-Italica”. Spod jego pióra wyszły publikacje: „Rzeczy piekielne. Wokół ‘Poematu Piasta Dantyszka’ Juliusza Słowackiego” (Katowice 2006), „Sploty tradycji. Dwugłosy o literaturze polskiej XX wieku” (Katowice 2014), „Wobec tradycji. Śląskie szkice oikologiczne” (Katowice 2015). Jest też współautorem publikacji: „Nasz Broniewski. Prelekcje warszawskie” (Katowice 2010), „Myśleć Kafką. Teksty i konteksty” (Katowice 2023).

Autor, zapytany o tytuł tomiku, odpowiedział: – Chciałem wywołać niepokój, pewien rodzaj zgrzytu między tytułem a tekstami zebranymi w tomie.

Tomik skierowany jest nie tylko dla miłośników poezji, lecz także każdego, kto kontempluje Górny Śląsk. Ale nie tylko: – Zależało też mi na tym, żeby moje teksty trafiły do czytelnika nie tylko z regionu, ale też z całej Polski.

Opowieść o Śląsku mnie ciekawi wtedy, gdy jest w kłopocie. Kryzys jest lepszym środowiskiem dla mnie jako twórcy. Pewien sposób mocowania się jest czymś, co dla mnie jest bardziej owocne dla śląskich spraw niż pewien rodzaj zadowolenia czy mody. Z trudnych sytuacji rodzą się rzeczy ciekawsze. Taka jest moja opowieść i moje miejsce – opowiadał Mariusz Jochemczyk.

–  W jednym z tekstów, który jest mocno osadzony w kontekście politycznym, autor używa języka Nowej Fali a Śląsk jest pretekstem do opowiedzenia historii relacji obywatela z systemem władzy – wskazał Jan Baron.

W trakcie spotkania zabrzmiała też poezja – twórca przeczytał kilka swoich utworów.


Szaleństwo szczegółów

Drugiego dnia Targów Książki w Katowicach odbyło się spotkanie organizowane przez Wydawnictwo Instytutu Pamięci Narodowej pt. „45-letnia lekcja komunizmu w Polsce. Czego historycy się nauczyli, co chcą wiedzieć i jak to przedstawiają”. Rozmowa dotyczyła rocznika „Komunizm: System – Ludzie – Dokumentacja” i projektu badawczego poświęconego komunizmowi.

Rocznik naukowy wydawany przez Instytut Pamięci Narodowej Oddział w Lublinie oraz Towarzystwo Nauki i Kultury „Libra”, poświęcony jest szeroko rozumianym zagadnieniom funkcjonowania partii komunistycznej w Polsce oraz Związku Sowieckim i krajach tzw. bloku wschodniego.

Dr hab. Adam Dziuba, redaktor naczelny „Komunizmu” przyznał: – My, historycy IPN-u, badamy, jak ten ustrój funkcjonował, ale też jak funkcjonowało społeczeństwo pod rządami komunistycznymi. Mamy zbieżne i lekko rozbieżne wyniki i nie chcemy być w tym jednorodni. Badania nad nimi będzie trwała jeszcze długo. Dotychczas opracowaliśmy drobiazgową, wycinkową przyczynkową historię komunizmu.

Dr Bogusław Tracz, członek redakcji zwrócił uwagę, że jeszcze mało zbadane jest przekładanie ideologii komunizmu na praktykę. Jego zdaniem w ocenie komunizmu nie bierze się jednej istotnej rzeczy: – Komunizm był w sensie antropologicznym błędem. Nie sprawdził się, ponieważ jego założenia były błędne.

Z kolei dr Robert Spałek podkreślił, że w opisywaniu lat komunizmu jest szaleństwo szczegółów. Mówił o roli historyków, który nie powinni odpowiadać jedynie na oczekiwania czytelników. – Nastąpił nieprawdopodobny przełom przez te trzydzieści lat w naszej wiedzy o komunizmie w Polsce i partii PZPR, poszczególnych ludziach partii, o Bezpiece. To na pewno jest ogromny sukces polskiej historiografii. Ale historycy rzucili się na szczegóły, wartością samą w sobie stała się nowość i to trwa do dzisiaj. Jest natłok literatury, dokumentów, biografii, monografii, które historycy „wypuszczają”, ale niestety te książki nie wchodzą do obiegu społecznego. A kolejni naukowcy poszukują znów nowych informacji, faktów. Prace nad polską historią za mało przypominają typ uprawiania historii anglosaskiej. Nauka historyczna powinna być między nauką humanistyczną a historią. Brakuje popnauki, softnauki – mówił historyk.

Dr Konrad Rokicki przyznał też, że w publikacjach największy nacisk kładziony jest na faktografię. Jest przyrost publikacji tego rodzaju. A w pogoni za faktografią traci są kontekst. Wystosował również postulat badawczy: Za mało jest dyskusji na temat tego, jaką rewolucję społeczną przyniosły rządy komunistyczne. A do tego trzeba gruntownie przebadać historię II Rzeczpospolitej.

Dr Robert Spałek mówił też o tym, że historycy piszący o historii politycznej w większości przyjęli za paradygmat: antykomunizm. Nie dokonano niestety oceny w imieniu państwa zachowań komunistów i ostatnią deską ratunku stali się historycy. – Tkwimy w tym błędnym podejściu, że historyk powinien mieć perspektywę antykomunizmu.

Dr Bogusław Tracz dodał: – O jednym trzeba pamiętać: PZPR przez 45 lat rządów nie była nigdy badana. Badania te ruszyły po 1989 roku i my jako historycy zaczęliśmy nadganiać stracony czas. (ET)


Spotkanie autorskie z Saszą Filipienko

Gościem Instytutu Książki Białoruskiej na stoisku Wolnej Białorusi był Sasza Filipenko.

Białoruski pisarz i dziennikarz mieszka w Bazylei na uchodźstwie. Podczas spotkania mówił o tym, co to znaczy być białoruskim pisarzem, żyjąc na co dzień z dala od ojczyzny. Wspomniał, że pisze tylko po rosyjsku. Podkreślał przy tym, że język rosyjski nie jest własnością Rosji.

Moim zadaniem jest powtarzanie, że rosyjski jest również naszym językiem – mówił.

Podczas swojego wystąpienia odnosił się także do wojny w Ukrainie.

Chcemy, aby wojna została natychmiast przerwana. Chcemy, by Ukraina wygrała. Ale nie wolno też zapominać, że 9 milionów ludzi jest obecnie zakładnikiem w środku Europy z powodu reżimu Łukaszenki.

Książki Saszy Filipenko wydano dotychczas w 16 językach, nie doczekał się natomiast przekładu na język polski. Jego wystąpienie spotkało się z dużym zainteresowaniem, należy mieć nadzieję, że wkrótce doczeka się wydania swoich dzieł w naszym kraju. (ET)


Spotkanie z poezją Uładzimira Niaklajewa

W ramach programu gościa specjalnego Wolnej Białorusi odbyło się spotkanie z poezją Uładzimira Niaklajewa zorganizowane przez Instytut Książki Białoruskiej.

Uładzimir Niaklajew jest białoruskim poetą, jednym z najwybitniejszych przedstawicieli tradycyjnego nurtu poezji białoruskiego Odrodzenia. Zawsze był zaangażowany publicznie, kierował Białoruskim PEN Clubem. W 2010 roku startował w wyborach prezydenckich, został pobity i zatrzymany. W wyniku represji wiele lat spędził na emigracji.

W 1990 roku przez rok mieszkałem w Warszawie. Psychologicznie to było bardzo trudne, bo w Białorusi byłem znanym twórcą, w Polsce byłem nikim. Rozpaczałem z tego powodu, że muszę zacząć życie od zera. Próbowałem się zająć polityką, ale zorientowałem się, że to nie jest moją domeną. Zacząłem dalej pisać wiersze.

Poeta przeczytał swoje utwory odnoszące się do aktualnej sytuacji z tomu „Sam”, który zawiera wiersze napisane w ciągu ostatnich pięćdziesięciu lat.

Zostały również odczytane w języku polskim w przekładzie Bohdana Zadury i Adama Pomorskiego.

Uczestnicy spotkania usłyszeli m.in. poemat „Wojna, której nie ma” oraz komentarz jego autora:

Obecna wojna jest dla mnie wielkim bólem i czuję w tym swój osobisty udział. Nie szykowałem tej wojny, ale ona zaczęła się z mojej ziemi, z Białorusi, z mojej ojczyzny. Przez tę wojnę straciłem wielu przyjaciół, za równo w Rosji, jak i w Ukrainie. Kiedy dzwonię do przyjaciół w Ukrainie słyszę, że rakiety lecące z Białorusi zabijają ukraińskie dzieci. Wojna w Ukrainie była tylko początkiem tego, co widzimy dzisiaj, ogień wojny trawi Bliski Wschód – mówił Uładzimir Niaklajew.

Dziś w Białorusi ludzie, którzy występują przeciwko wojnie trafiają do więzienia. Trafiają tam ludzie, którzy nie popierają polityki władz białoruskich. Wśród 30 tys. represjonowanych, wśród nich jest trzydziestu moich najbliższych przyjaciół. Wśród nich Aleś Białecki, który otrzymał Pokojową Nagrodę Nobla – powiedział białoruski poeta.


Białoruska literatura więzienna

Gościem specjalnym Targów Książki w Katowicach jest Wolna Białoruś. Swoje publikacje – na 60-metrowym stoisku – prezentują niezależne białoruskie wydawnictwa. O obecnej sytuacji twórców można też posłuchać na spotkaniach organizowanych przez Instytut Książki Białoruskiej.

Pierwszego dnia targów Alena Laptsionak, działaczka w Centrum Obrony Praw Człowieka „Wiosna”, organizacji założonej przez białoruskiego działacza społecznego i laureata Pokojowej Nagrody Nobla Alesia Bialackiego, mówiła o cyklu książek pisanych przez białoruskich więźniów politycznych.

Aleś Bialacki, filolog, pisarz, działacz społeczny, przebywa obecnie w białoruskim więzieniu. Jest ważną postacią w najnowszej historii i kulturze Białorusi. W mowie noblowskiej, odczytanej przez jego żonę w grudniu 2022 roku podczas ceremonii wręczenia nagrody w Oslo, działacz stwierdził: „Nic nie powstrzyma ludzkiego pragnienia wolności. W mojej ojczyźnie cała Białoruś przebywa w więzieniu”.

To właśnie od wpadł na pomysł wydania książek więźniów politycznych w jednej serii wydawniczej.

Cykl ten został zainicjowany w 2017 roku. Dotychczas ukazało się 10 tytułów.

– Jest to literatura pozbawiona fikcji, o doświadczeniach osobistym, twórczym przemyśleniu, o  przekonaniach i wartościach – mówiła Alena Laptsionak. – Z jednej strony chcemy wykrzyczeć całemu światu, co się dzieje w naszym kraju, a z drugiej strony, nie chcemy też naszym autorom zaszkodzić – mówiła.

Zapewniła, że serię będzie kontynuowana, zgromadzono już teksty od ponad 50 autorów, są wśród nich napisali wiersze, wspomnienia, a nawet bajki dla dzieci. –  Bo zakładzie karnym ci ludzie bardzo tęsknią za rodziną, za dziećmi. Literatura więzienna nie jest odrębnym gatunkiem literackim. Może to być proza, poezja, wspomnienia, listy.

Alena Laptsionak poinformowała także, że dotychczas z serii tylko jedna książka została przetłumaczona na język polski – to Igara Alinewicza „Jadę do Magadanu” (wydana przez wydawnictwo Trojka). 13 i 14 listopada na deskach Teatru Druga Strefa w Warszawie zagości czeski Theatre 3+KK z Brna ze spektaklem na podstawie właśnie tej książki.

Pozostałe książki w serii dotychczas wydane: Zmicie Drozd „Bunt Bataników”, Mikołaj Dziadok „Farby równoległego świata”, Aleś Kirkiewicz „Siedem miesięcy w białoruskim więzieniu”, Aleś Bialacki „Zeszyty więzienne”, Pavel Seviaryniec „Kamienne serce”, Aleś Puszkin „Album więzienny”, Siargiej Skrabec „Cena wolności”, Maksim Znak „Zekamieron” oraz „Biazdrodny Kasmapalit Kim Hadziejew i inni”. (ET)