Stowarzyszenie Autorów i Wydawców Copyright Polska Mecenasem Międzynarodowych Targów Książki w Warszawie

Stowarzyszenie Autorów i Wydawców Copyright Polska zostało Mecenasem Międzynarodowych Targów Książki w Warszawie (28-31 maja 2026 r.) oraz będzie pełniło tę rolę również podczas Jesiennych Targów Książki (4-6 września 2026 r.), wzmacniając tym samym swoje zaangażowanie w rozwój rynku wydawniczego i czytelnictwa oraz w upowszechnianie  wiedzy o instrumentach ochrony prawnej twórczości.

Copyright Polska jest organizacją zbiorowego zarządzania prawami autorskimi, której celem jest ochrona autorskich praw majątkowych oraz wspieranie i reprezentowanie twórców i wydawców w skutecznym zarządzaniu ich dorobkiem intelektualnym.

Stowarzyszenie reprezentuje autorów i wydawców oraz inne podmioty sektora kreatywnego. Jego działalność obejmuje m.in. pobór i podział wynagrodzeń z tytułu korzystania z utworów, w tym opłat reprograficznych na rzecz wydawców oraz wynagrodzeń bibliotecznych, które dzieli i wypłaca na rzecz autorów, tłumaczy, ilustratorów i wydawców. Od 2025 r. Copyright Polska zawiera umowy z zagranicznymi organizacjami zbiorowego zarządzania i pozyskuje wynagrodzenia biblioteczne z zagranicy.

Stowarzyszenie Autorów i Wydawców Copyright Polska z powodzeniem inicjuje i wspiera działania o charakterze edukacyjnym i kulturalnym służące rozwojowi literatury i nauki, upowszechnianiu wiedzy o instrumentach ochrony prawnej twórczości, rozwojowi rynku wydawniczego oraz wykorzystaniu nowych technologii w działalności wydawniczej i wykonywaniu zbiorowego zarządzania.

Objęcie mecenatu nad targami – jednym z najważniejszych wydarzeń literackich w Polsce i regionie – stanowi wyraz konsekwentnej misji organizacji, jaką jest budowanie silnego i zrównoważonego rynku wydawniczego.

Dzięki zaangażowaniu Copyright Polska tegoroczna oferta programowa zyska nową jakość. Bogaty harmonogram debat, paneli edukacyjnych oraz spotkań z twórcami sprawi, że targi staną się jeszcze atrakcyjniejszą przestrzenią dla szerokiego grona odbiorców. Współpraca przyczyni się do dalszego podnoszenia jakości targów wzmacniając ich pozycję jako najważniejszego forum wymiany myśli między wydawcami a czytelnikami w Polsce i naszej części Europy – kluczowej platformy spotkań twórców, wydawców i czytelników.


Międzynarodowe Targi Książki w Warszawie pod patronatem Onet.pl

Najpopularniejszy i najczęściej cytowany internetowy serwis informacyjny w Polsce patronem medialnym Międzynarodowych Targów Książki w Warszawie

 

 

Onet Kultura to serwis tematyczny serwisu Onet dedykowany szerokiemu wachlarzowi tematów związanych z kulturą. Oferuje najnowsze informacje, analizy oraz artykuły na temat sztuki, literatury, teatru, muzyki i filmu. Dzięki rzetelnym recenzjom, wywiadom z artystami oraz relacjom z ważnych wydarzeń kulturalnych, Onet Kultura dostarcza użytkownikom wnikliwych treści, które przybliżają świat kultury i sztuki. Serwis angażuje się w promowanie wydarzeń artystycznych i dostarcza inspiracji dla wszystkich pasjonatów kultury.


Autor "Żmijowiska" i "Wyrwy" w Gdyni. Wojciech Chmielarz na Targach Książki

Wojciech Chmielarz, jeden z najpopularniejszych autorów polskiego kryminału i thrillera, był gościem Targów Książki w Gdyni. Spotkanie autorskie z twórcą cyklu o komisarzu Jakubie Mortce przyciągnęło liczne grono miłośników mocnych, wciągających historii.

Wojciech Chmielarz to autor kryminałów, thrillerów i powieści sensacyjnych. Jest laureatem Nagrody Wielkiego Kalibru z 2015 roku oraz Nagrody Wielkiego Kalibru Czytelników z 2019 roku. Dziesięciokrotnie nominowany do tej nagrody, od lat pozostaje jednym z najważniejszych twórców polskiej literatury kryminalnej. Jego książki regularnie trafiają na listy bestsellerów, a każda kolejna premiera budzi duże zainteresowanie czytelników. Spotkanie z pisarzem było nie tylko opowieścią o kulisach powstawania najnowszych książek, ale też refleksją nad niepewnością zawodu pisarza, zmieniającym się rynkiem wydawniczym i rolą sztucznej inteligencji w literaturze.

Jednym z najmocniejszych punktów rozmowy prowadzonej przez Adama Szaję była opowieść o chwili, w której Wojciech Chmielarz omal nie porzucił pisania. Pisarz przyznał, że już po zdobyciu Nagrody Wielkiego Kalibru znalazł się w sytuacji, w której – mimo dobrych recenzji i lojalnej grupy czytelników – jego książki sprzedawały się słabo. Był to moment, w którym poważnie rozważał rezygnację z kariery literackiej. Przed definitywną decyzją powstrzymał go… podpisany kontrakt i pobrana zaliczka. I tak powstały “Cienie”, a później “Żmijowisko” – powieści, które okazały się przełomem w jego karierze.

Na pytanie o alternatywną ścieżkę zawodową, Chmielarz odpowiedział bez wahania: dziś jej nie ma. Zanim został pisarzem, pracował jako analityk zajmujący się tzw. białym wywiadem, przygotowując raporty gospodarcze na podstawie ogólnodostępnych danych. Przyznał jednak, że współczesny rynek bardzo się zmienił i nie jest pewien, czy byłby w stanie wrócić do tego zawodu.

Tym większe obawy budzi w nim rozwój sztucznej inteligencji. Jak zauważył, narzędzia AI mogą w przyszłości doprowadzić do jeszcze większego zalewu rynku książkowego, co utrudni autorom przebicie się do czytelników. Sam jednak nie wyobraża sobie korzystania z AI przy pisaniu:

– Czytałem wywiad ze scenarzystą i twórcą serialu “The Wire”, jednego z najlepszych seriali w historii. Osoba przeprowadzająca wywiad zapytała go, czy gdyby teraz pisał scenariusz, byłoby mu łatwiej, bo mógłby użyć sztucznej inteligencji. On zapytał: ale dlaczego byłoby mi łatwiej? No bo mógłbyś użyć sztucznej inteligencji do pisania łatwiejszych przejść – masz problem z przejściem między scenami, więc prosisz Chat GPT o dziesięć pomysłów, wybierasz najlepszy i korzystasz. A jego odpowiedź brzmiała: wolałbym sobie odstrzelić łeb. I to jest moje podejście do użycia sztucznej inteligencji do pisania – może nie odstrzelić łeb, ale wolałbym nie pisać niż pisać w taki sposób. Dla mnie pisanie – nawet pisanie literatury rozrywkowej, kryminałów, bo umówmy się, ja nie piszę jakichś arcydzieł literackich, które dostaną Nobla albo mają zmienić ludzkie życie, piszę książki, które mają zapewnić Państwu 8-10 godzin rozrywki – ale nawet to jest dla mnie cholernie osobiste. To jest moja praca, to jest moja twórczość. Moja. Ja to tworzę. To jest jakieś odbicie mojej duszy. Nie chcę do tego używać sztucznej inteligencji – mówił gość.

Chmielarz zdradził również kulisy pracy nad powieścią “Złotowłosa”, która była dla niego twórczym eksperymentem. Choć zwykle pracuje na szczegółowym planie fabularnym, tym razem nie był w stanie go stworzyć. Książkę napisał więc intuicyjnie i – jak przyznał – było to doświadczenie inspirujące, ale zarazem stresujące, bo każdorazowe rozpoczęcie pracy oznaczało niepewność co do dalszego biegu historii.

Autor wielokrotnie podkreślał też, że nawet najlepiej przygotowany plan nie chroni przed niespodziankami. Postacie potrafią „zbuntować się” wobec pierwotnych założeń fabularnych – jak w przypadku powieści “Rana”, w której musiał zmienić sprawcę, bo pierwotnie wytypowana postać okazała się psychologicznie niezdolna do popełnienia zbrodni.

Wyzwaniem okazał się dla autora horror. Jak wspomniał, pisanie w tym gatunku dało mu poczucie twórczej wolności, której brakuje w kryminale – gatunku wymagającym ścisłej logiki i racjonalności. W horrorze dopuszczalne są elementy nadnaturalne, które nie łamią „umowy” z czytelnikiem. Jak mówił, jego pisarskim mottem jest to, by rzeczywistość przedstawiona w książce była wiarygodna – nawet jeśli nie jest w pełni zgodna z faktami, czytelnik powinien mieć poczucie, że „mniej więcej się zgadza”. Jednocześnie Chmielarz podkreślił, że mimo fascynacji nowym gatunkiem nie zamierza porzucać kryminałów ani postaci komisarza Jakuba Mortki.

Spotkanie zakończyła seria pytań od publiczności oraz zapowiedź kolejnych projektów – w tym następnej części przygód Bezimiennego i możliwego powrotu do Mortki. Chmielarz przyznał, że nie wyobraża sobie literackiej emerytury i najchętniej „umrze z rękami na klawiaturze”.


Ryszard Ćwirlej o Polsce lat 90. Spotkanie na Targach Książki w Gdyni

Podczas tegorocznych Targów Książki w Gdyni odbyło się spotkanie z Ryszardem Ćwirlejem – jednym z najważniejszych twórców polskiego kryminału retro i autorem popularnych powieści neomilicyjnych. Rozmowę poprowadziła gdańszczanka Izabela Nowak, a osią rozmowy była najnowsza książka pisarza “Grobowa cisza”, której akcja rozgrywa się w Polsce roku 1992.

Ćwirlej przypomniał, że jego twórczość – choć podzielona na serie i nawiązująca do różnych epok – tworzy w istocie jedną rozległą opowieść o zmieniającej się Polsce. Akcja książek obejmuje ponad sto lat historii: od roku 1919 aż po współczesność. Bohaterowie kolejnych cykli łączą się więzami pokrewieństwa lub zawodowych zależności, tworząc swoistą sagę kryminalną o przemianach społecznych, mentalnych i ustrojowych.

Rozmowa koncentrowała się wokół realiów Polski początku lat 90., w których autor osadził akcję swojej najnowszej książki. Był to moment szczególnego chaosu. Nowy system dopiero się kształtował, a stare mechanizmy wciąż funkcjonowały siłą przyzwyczajenia.

Jak podkreślał Ćwirlej, rok 1989 nie stanowił dla większości społeczeństwa wyraźnej granicy między starym a nowym porządkiem.

– Myśmy tych przemian nie zauważyli. Nagle pewnego dnia staliśmy się krajem demokratycznym, ale rzeczywistość zmieniała się powoli – mówił pisarz.

Symbolem tej epoki była powszechna inflacyjna „milionowość” – nauczyciel mógł zarabiać dziesięć milionów złotych miesięcznie, nie mając jednocześnie realnej siły nabywczej. Równocześnie pojawiły się zjawiska typowe dla rodzącego się kapitalizmu: prywatne kantory, handel uliczny, napływ zachodnich towarów czy rozwój szarej strefy. Dawni cinkciarze stawali się przedsiębiorcami, a przestępczość zorganizowana szybko zaczęła wykorzystywać luki prawne nowego systemu.

Istotnym wątkiem spotkania była transformacja służb mundurowych. Jak przypomniał Ćwirlej, polską policję tworzyli w istocie funkcjonariusze dawnej Milicji Obywatelskiej, którzy musieli odnaleźć się w zupełnie nowej rzeczywistości prawnej i społecznej, często bez odpowiednich narzędzi czy zaplecza finansowego.

To właśnie ta rzeczywistość – brutalna i niejednoznaczna – stała się tłem “Grobowej ciszy”, w której po raz kolejny pojawia się prokurator Brygida Bocian – postać inspirowana prawdziwą prokuratorką związaną z Trójmiastem, obecną zresztą na spotkaniu. Jak przyznał autor, postać ta miała pojawić się tylko w jednej powieści, ale zdobyła tak dużą sympatię czytelników, że na stałe weszła do jego literackiego uniwersum.

Nie mniej popularny pozostaje milicyjny antybohater Teofil Olkiewicz – postać początkowo pomyślana jako komiczny archetyp funkcjonariusza z dowcipów PRL-u, która z czasem „wymknęła się spod kontroli” i stała się jednym z ulubieńców czytelników.

Na zakończenie spotkania Ćwirlej zdradził, że właśnie podczas pobytu w Gdyni ukończył kolejną powieść “Zimną krew”, której akcja rozgrywać się będzie w roku 2013.


Rozmowa o wypaleniu zawodowym z Danutą Rocławską

Wypalenie zawodowe dotyka coraz więcej osób i staje się jednym z kluczowych wyzwań współczesnego rynku pracy. O jego mechanizmach, pierwszych sygnałach oraz sposobach wychodzenia z kryzysu opowiadała Danuta Rocławska podczas spotkania na Targach Książki w Gdyni.

Dynamiczne tempo pracy, rosnące wymagania oraz nieustanna presja osiągania wyników sprawiają, że wiele osób – szczególnie ambitnych i zaangażowanych – stopniowo traci energię, motywację i poczucie sensu wykonywanych obowiązków. Wypalenie nie pojawia się nagle, jest procesem, który często zaczyna się od nadmiernego zaangażowania i potrzeby dawania z siebie wszystkiego, a kończy chronicznym zmęczeniem, spadkiem efektywności oraz pogorszeniem dobrostanu psychicznego.

Ten złożony proces opisuje Danuta Rocławska w książce “Próba ognia. Jak przejść przez wypalenie zawodowe i odzyskać energię do życia”, podkreślając, że wypalenie nie jest oznaką lenistwa czy słabości, lecz efektem długotrwałego napięcia, presji i braku równowagi między życiem zawodowym a osobistym. Autorka pokazuje, jak rozpoznawać pierwsze sygnały ostrzegawcze oraz w jaki sposób – poprzez zmianę przekonań, rozwijanie umiejętności samoregulacji i budowanie odporności psychicznej – można stopniowo odzyskać energię, spokój i poczucie sensu zarówno w pracy, jak i w życiu.

Podczas rozmowy z Iwoną Demską, Rocławska zwracała uwagę, że temat wypalenia zawodowego jest dziś znacznie szerszy niż jeszcze kilkanaście lat temu i przestał dotyczyć wyłącznie zawodów pomocowych. Jak podkreślała, coraz częściej doświadczenie to staje się udziałem osób z różnych branż, funkcjonujących w kulturze nadmiernego zaangażowania, w której odpoczynek bywa utożsamiany z brakiem produktywności. Stała dostępność, odbieranie służbowych maili wieczorami, praca w weekendy czy podczas urlopu sprawiają, że wiele osób funkcjonuje w nieustannym trybie działania, nie dając sobie prawa do regeneracji.

Autorka zaznaczyła, że wypalenie zawodowe nie jest zwykłym zmęczeniem, które mija po urlopie. Jego pierwszymi symptomami mogą być utrzymująca się niechęć do pracy, wyczerpanie psychofizyczne, narastająca frustracja czy trudności w regulacji emocji, którym często towarzyszą także sygnały płynące z ciała: bóle głowy, spadek odporności czy problemy ze snem. Wraz z rozwojem kryzysu pojawia się także dystans wobec współpracowników oraz obniżone poczucie własnych kompetencji, mimo że obiektywnie pozostają one na wysokim poziomie.

Co istotne, najbardziej narażone na wypalenie są osoby ambitne, zaangażowane i skłonne do perfekcji – takie, które wkładają w pracę wiele energii i chętnie podejmują się kolejnych zadań. Jak zauważyła Rocławska, „żeby się wypalić, trzeba płonąć”. Kryzys często pojawia się już na początku kariery zawodowej, zwykle po kilku latach pracy, gdy początkowe oczekiwania zderzają się z realiami organizacyjnymi i rosnącą liczbą obowiązków.

W trakcie rozmowy autorka mówiła również o procesie wychodzenia z wypalenia, który wymaga czasu, regeneracji oraz rewizji własnych przekonań i nawyków związanych z pracą. Niewielkie zmiany w codziennym funkcjonowaniu – tzw. mikrokorekty, takie jak stawianie granic czasowych czy wprowadzanie przerw – mogą stanowić pierwszy krok do odzyskania równowagi. Istotną rolę odgrywa także wsparcie bliskich oraz otwarta rozmowa z przełożonym, a w bardziej zaawansowanych przypadkach – skorzystanie z profesjonalnej pomocy.


Spotkanie z Markiem Brzezińskim i Olgą Leonowicz wokół książki „Partnerstwo”

Relacja prywatna i relacje międzynarodowe – te dwa porządki nieustannie splatały się podczas spotkania z Markiem Brzezińskim i Olgą Leonowicz wokół ich książki “Partnerstwo” (wyd. Agora), które na Targach Książki w Gdyni poprowadził Jerzy Kisielewski.

Już na wstępie prowadzący zwrócił uwagę na szczególną dynamikę tej relacji: dwoje ludzi, którzy poznali się ponad dwie dekady temu, po latach spotkali się ponownie w zupełnie innych okolicznościach życiowych – on jako ambasador Stanów Zjednoczonych w Polsce, syn legendarnego Zbigniewa Brzezińskiego, wychowany w cieniu wielkiego nazwiska, z poczuciem odpowiedzialności za każdy ruch i za każde słowo, ona – dorastająca w zupełnie innych okolicznościach, niezależna kobieta, aktywna uczestniczka życia publicznego, która ma odwagę mówić własnym głosem. Ich związek od początku funkcjonował w przestrzeni napięć między prywatnością a instytucjonalnym wymiarem dyplomacji.

Olga Leonowicz mówiła o tym doświadczeniu z perspektywy osoby, która musiała odnaleźć się w silnie sformalizowanym świecie amerykańskiej służby zagranicznej:

– To nie jest pytanie o to, jak być partnerką ambasadora. Ja jestem partnerką przede wszystkim Marka Brzezińskiego. Wszyscy jesteśmy tylko ludźmi i tylko niektórzy ludzie mają eksponowane stanowiska. Oczywiście implikowało to pewne wyzwania, ale kiedy ma się dobrego partnera, można poradzić sobie ze wszystkim – mówiła Olga Leonowicz.

Choć „niestandardowość” ich relacji była jednym z częściej powracających tematów, znacznie więcej czasu poświęcono szerszemu ujęciu partnerstwa.

– Partnerstwo nie spada nikomu z nieba i nigdy nie jest łatwe. Nie mówię tylko o relacji między dwojgiem ludzi, ale także o relacji między krajami czy rządami. To, co wiem o partnerstwie, wyniosłem z domu – moi rodzice szanowali się w każdej sytuacji i wymagali równego szacunku. Widzę to dziś także w partnerstwie amerykańsko-polskim. To relacja, która naprawdę zaczęła się rozwijać – cud gospodarczy Polski nie wydarzyłby się w izolacji – mówił Marek Brzeziński.

Autorzy podkreślali, że tytuł książki został wybrany świadomie – jako opis nie tylko ich osobistej historii, lecz także sposobu funkcjonowania we współczesnym społeczeństwie. Partnerstwo, ich zdaniem, jest procesem wymagającym gotowości do dialogu ponad podziałami, również politycznymi. Wspominali sytuacje, w których – mimo osobistych wątpliwości – decydowali się na współpracę z osobami reprezentującymi odmienne środowiska i poglądy, uznając to za konieczne z punktu widzenia interesu publicznego.

Istotnym tematem rozmowy była także konieczność zmiany perspektywy – odejścia od nadmiernego skupienia na historii na rzecz myślenia o przyszłości. Autorzy podkreślali, że Polska znajduje się dziś w szczególnym momencie rozwojowym, który wymaga nie tylko dalszych inwestycji technologicznych, lecz także zmian w systemie edukacji oraz rozwijania kompetencji miękkich, takich jak umiejętność wystąpień publicznych, budowania relacji czy nawet samego przedstawiania się. To właśnie pewność siebie i zdolność autoprezentacji często decydują o pierwszym wrażeniu i możliwościach współpracy międzynarodowej.

W trakcie spotkania poruszono kwestię najtrudniejszego momentu ambasadorskiej kariery. Nie mogło także zabraknąć pytania o to, czy nazwisko Brzeziński pomogło w karierze, czy raczej ją utrudniało. Marek Brzeziński przyznał, że choć dorobek jego ojca otworzył mu wiele drzwi na świecie, to właśnie w Polsce stał się szczególnym zobowiązaniem, a momentami ciężarem.

– Wiedziałem, że będę na świeczniku podwójnie i że jeśli coś pójdzie nie tak, cena może być wysoka – przyznał Brzeziński.

Do tego wątku nawiązała również Olga Leonowicz, mówiąc o sytuacjach, w których – mimo imponującej kariery dyplomatycznej i zawodowej – jej partner wciąż bywa postrzegany przede wszystkim jako syn swojego ojca, a nie jako 60-latek z własnymi dokonaniami. Jak zauważyła, w Polsce wciąż funkcjonuje momentami niezdrowy stosunek do autorytetów.


Głosy kobiet z Północy. Spotkanie z Justyną Czechowską i Emilią Fabisiak

Czy bohaterki współczesnej popkultury,  jak Lisbeth Salander mogłyby istnieć bez wcześniejszych literackich buntowniczek? To pytanie stało się punktem wyjścia do rozmowy z tłumaczkami Justyną Czechowską i Emilią Fabisiak, którą poprowadziła Maja Margasińska z Fundacji Wolne Lektury. Spotkanie towarzyszyło projektowi prezentującemu nowe przekłady skandynawskich autorek modernizmu i dwudziestolecia międzywojennego – pisarek, które już sto lat temu podejmowały tematy autonomii kobiet, pracy, seksualności czy zdrowia psychicznego.

Jak podkreślały uczestniczki spotkania, zainteresowanie dawnymi twórczyniami dziś nie słabnie – przeciwnie, przejawia się np. poprzez sięganie po biografie kobiet, jak ostatnio choćby po biografię Konopnickiej autorstwa Magdaleny Grzebałkowskiej. Nowe opowieści o życiu pisarek uruchamiają także potrzebę ponownego odczytania ich twórczości.

W centrum rozmowy znalazła się m.in. szwedzka pisarka Victoria Benedictsson. Jej biografia, jak opowiadała Emilia Fabisiak, pokazuje doświadczenie typowe dla wielu kobiet przełomu XIX i XX wieku:

– Chciała tworzyć, chciała być sobą, chciała być wolna – i to było trudne dla kogoś, kto nie miał pieniędzy ani poparcia rodziny – podkreślała tłumaczka.

Benedictsson – wychowywana „do zamążpójścia” – próbowała wyrwać się z narzuconych ról społecznych kosztem zdrowia, relacji i poczucia własnej wartości. Jak podkreślano, jej życie mogłoby reprezentować losy wielu kobiet o ambicjach wykraczających poza bycie żoną i matką. Znajomość tych historii pozwala lepiej zrozumieć, w jakim świecie rodziła się kobieca niezależność – także intelektualna i finansowa.

Rozmowa dotyczyła również samego procesu przekładu – pracy często niewidzialnej, a zarazem twórczej. Justyna Czechowska przyznała, że zdarza jej się zakochać w tłumaczonej książce. Tłumaczenie oznacza bowiem nie tylko znajomość języka, ale i wyobraźnię:

– Przekład polega na tym, że musimy sobie coś bardzo dobrze wyobrazić. Zobaczyć obraz tego, co jest napisane, a potem przepisać to na nasze.

Jednym z paradoksów literatury skandynawskiej – jak wskazywała Fabisiak – jest jej prostota: krótkie, przejrzyste zdania okazują się trudne do oddania po polsku bez utraty rytmu czy głębi.

– Skandynawowie piszą bardzo prosto i to nie jest wcale łatwe do przełożenia na polski – mówiła.

Mimo to, tłumaczki podkreślały, że trudno mówić o wyraźnych granicach między literaturami narodowymi.

– Nie ma czegoś takiego jak literatura szwedzka czy literatura polska – padło w trakcie spotkania. – Istnieje raczej wspólna przestrzeń doświadczeń i idei, którą przekład pozwala na nowo odkrywać.

Projekt Fundacji Wolne Lektury, udostępniający współczesne przekłady skandynawskich modernistek, wpisuje się właśnie w ten gest przywracania – pokazując, że wiele z dzisiejszych debat o pracy, relacjach czy autonomii kobiet rozpoczęło się znacznie wcześniej niż mogłoby się wydawać.


Góry czy morze? Wybór nie jest prosty

Czy krajobraz może być bohaterem powieści? A może pozostaje jedynie scenografią dla ludzkich dramatów? Panel „Góry kontra morze – krajobraz, który napędza fabułę” z udziałem Tomasza Betchera, Kamili Bryksy i Marty Kisiel pokazał, że odpowiedź rzadko bywa zerojedynkowa – a przestrzeń bywa równie sprawcza jak postać z krwi i kości.

Tomasz Betcher tworzy przede wszystkim thrillery psychologiczne i powieści obyczajowe, w których z chirurgiczną precyzją analizuje emocje bohaterów. W książkach takich jak „Tam, gdzie jesteś” czy cyklu zapoczątkowanym przez „Szeptuna” często wykorzystuje kontrast między romantyzmem nadmorskiego krajobrazu a tajemniczością gór.

Kamila Bryksy pisze thrillery i powieści kryminalne silnie osadzone w konkretnych przestrzeniach, najczęściej Podlasia i Trójmiasta. W książkach takich jak “Sowniki” czy „Rysa” chętnie wykorzystuje własne doświadczenia, np. nocne błądzenie po górach, o których wspomniała w trakcie spotkania.

Z kolei Marta Kisiel znana jest z fantastyki z wyraźnym elementem humoru i groteski, czego przykładem są m.in. „Dożywocie” czy cykl wrocławski (m.in. “Echo”, “Nomen omen”, “Koniec końców” czy “Toń”). Jej powieści łączą absurd z refleksją, a realne miejsca często stają się punktem wyjścia dla historii balansujących między realizmem a grozą.

Już na poziomie osobistych wyborów autorzy nie byli zgodni. Kamila Bryksy i Marta Kisiel zdecydowanie opowiedziały się za morzem – przestrzenią refleksji, emocjonalnego wyciszenia i kontemplacji. Bałtyk w ich opowieściach nie jest tylko pejzażem, lecz stanem ducha: miejscem, w którym „morze patrzy na człowieka”, a szum fal buduje napięcie subtelniejsze niż burza fabularnych wydarzeń.

Tomasz Betcher wskazał z kolei na góry jako przestrzeń bardziej literacko „magnetyczną” – pełną tajemnicy i nieoczywistej grozy. Tam, gdzie morze sprzyja romantyzmowi, góry oferują coś mroczniejszego: poczucie izolacji, zaginięcia, zatarcia śladów. To właśnie w górskiej ciszy najłatwiej o napięcie, które nie potrzebuje dramatycznych efektów.

Nie zabrakło także rozmowy o technikaliach. Wbrew pozorom proces twórczy rzadko zaczyna się od samej przestrzeni. Marta Kisiel opowiadała o momencie, gdy pomysł na książkę narodził się podczas zimowego zwiedzania zrujnowanego pałacu – to konkretne miejsce „przyszło do niej” wraz z historią. Zdarza się jednak odwrotnie: u Betchera impulsem bywa zakończenie, do którego dopiero później dopasowuje bohaterów i krajobraz. Kamila Bryksy podkreślała rolę doświadczenia cielesnego – emocje zapisane podczas nocnego błądzenia po górach czy harcerskich wypraw wracają w scenach osadzonych w naturze. W takich momentach krajobraz przestaje być tłem, a staje się nośnikiem lęku, napięcia i pamięci.

Twórcy zdradzili również kulisy pracy nad wiarygodnością miejsca. Od wizyt w opisywanych lokalizacjach i konsultacji z mapami, po nagrywanie przewodników i analizę regionalnej historii – każdy z nich stara się zachować równowagę między prawdopodobieństwem a literacką fikcją.

Choć temat panelu sugerował rywalizację żywiołów, autorzy byli zgodni co do jednego: dla bohaterów najgroźniejsi nie są ani góry, ani morze, lecz inni ludzie. Natura może budować atmosferę, ale to człowiek pozostaje źródłem realnego zagrożenia. Cisza lasu czy monotonia fal jedynie wzmacniają poczucie, że „coś” czai się między wierszami.


Karaś i Sterlingow o pracy reportera

W czasach, gdy – jak zgodnie podkreślali goście – dziennikarstwo przeżywa głęboki kryzys, reportaż literacki staje się dla wielu autorów nie tylko schronieniem, ale wręcz koniecznością. Podczas spotkania prowadzonego przez Jerzego Kisielewskiego, Dorota Karaś i Marek Sterlingow opowiadali o wspólnej pracy, dotychczas wydanych książkach, a także uchylili rąbka tajemnicy na temat projektów, nad którymi obecnie pracują.

Spotkanie z Dorotą Karaś i Markiem Sterlingowem miało wyraźnie trójmiejski charakter – oboje autorzy są związani z Gdańskiem i przez lata pracowali razem w „Gazecie Wyborczej”, gdzie ukształtował się ich reporterski warsztat, który dziś rozwijają w formie książkowej. Jak zauważyli, współczesnych redakcji nie stać już na półroczną pracę nad kilkustronicowym tekstem. Tymczasem właśnie tyle czasu – a często znacznie więcej – wymaga rzetelne dochodzenie reporterskie.

Rozmowa szybko skupiła się na ich najważniejszych projektach biograficznych. Autorzy opowiadali o pracy nad książką poświęconą Zbigniewowi Cybulskiemu – postaci obrosłej legendą, ale kryjącej znacznie bardziej złożoną historię. Jak podkreślała Dorota Karaś, za wizerunkiem ikony polskiego kina krył się młody człowiek o ogromnej wrażliwości, ideowości i potrzebie wpływania na rzeczywistość poprzez sztukę. Praca nad jego biografią oznaczała m.in. docieranie do prywatnych archiwów, dokumentów i świadków, dzięki którym możliwe było odtworzenie mniej znanych fragmentów jego życia.

Z kolei książka o Annie Walentynowicz była – jak mówili – próbą opowiedzenia historii Polski z perspektywy robotników i narodzin „Solidarności”. Naturalnym dopełnieniem tej opowieści stała się później biografia Jerzego Urbana, pokazująca te same wydarzenia z zupełnie przeciwnej strony: z punktu widzenia obozu władzy. Dzięki temu oba tomy tworzą swoisty dyptyk – historię PRL-u widzianą przez pryzmat dwóch symbolicznych postaci stojących po przeciwnych stronach politycznego sporu.

Istotną częścią spotkania była zapowiedź najbliższej premiery. Już wkrótce ukaże się książka będąca wywiadem-rzeką z Małgorzatą Szejnert – legendarną reporterką i mentorką wielu wybitnych autorów polskiego reportażu. Publikacja ma być nie tylko zapisem rozmów o jej życiu i pracy, ale również opowieścią o polskiej szkole reportażu. Towarzyszyć jej będzie wydanie zbioru najważniejszych tekstów Szejnert.

Na zakończenie zdradzili, że pracują nad kolejnym dużym projektem: książką o rodzinie Lecha Wałęsy. Jak podkreślili, to temat znacznie bardziej złożony, niż mogłoby się wydawać, bo historia “Pierwszej rodziny” to nie tylko opowieść o polityce, lecz także o cenie, jaką płaci się za życie w blasku wielkiej historii.


Między kryminałem a legendą. Spotkanie z Piotrem Borlikiem i Jarosławem Szczyżowskim

Podczas pierwszego dnia Targów Książki w Gdyni odbyło się spotkanie z dwoma twórcami reprezentującymi zupełnie różne, a jednocześnie zaskakująco przenikające się literackie światy – Piotrem Borlikiem oraz Jarosławem Szczyżowskim. Rozmowa szybko pokazała, że choć jeden z nich operuje przede wszystkim kryminalną makabrą, a drugi chętnie zanurza się w realizmie magicznym i lokalnych legendach, to obaj w literaturze szukają opowieści zakorzenionych w doświadczeniu miejsca.

Prowadzący spotkanie, Adam Szaja rozpoczął rozmowę nietypowo – Szczyżowskiego pytając o tajemniczy „trzynasty pokój” w obserwatorium na Śnieżce (motyw znany czytelnikom jego powieści – jak się okazało, autor wciąż czeka na możliwość jego odwiedzenia). Z kolei Borlika zagaił o naprawę telewizorów. Pisarz przyznał, że jego inżynierskie wykształcenie nigdy nie przełożyło się na praktyczne umiejętności, a pracując w japońskiej fabryce telewizorów pod Toruniem, zamiast naprawiać sprzęt, napisał swoją pierwszą książkę.

Autor zdradził również, skąd wziął się tytuł mistrza Holandii w grach logicznych. Choć przygoda z turniejami była krótka i – jak żartował – niezbyt opłacalna finansowo, zamiłowanie do strategicznego myślenia pozostało. Dziś znajduje ono ujście przede wszystkim w konstruowaniu fabuł.

Dalej rozmowa zeszła na temat samego pisania. Dla Jarosława Szczyżowskiego pisanie zaczęło się od ćwiczeń warsztatowych = krótkich form, które powstawały z potrzeby opowiadania historii związanych z Dolnym Śląskiem. Przez dwie dekady pracy przewodnickiej zebrał materiał, który dziś przekuwa w literackie opowieści, łączące historię, etnografię i fikcję.

Jak podkreślał, zależy mu na tym, by czytelnik spojrzał na góry inaczej niż przez pryzmat turystycznych atrakcji. Interesuje go raczej metafizyka miejsca, społeczna tkanka dawnych górskich osad oraz folklor, który – choć często marginalizowany – wciąż stanowi ważny element lokalnej tożsamości.

Z kolei Borlik opowiadał o swojej najnowszej powieści – “Melomanie”, w którym powraca postać komisarz Agaty Stec. W tej części bohaterka przechodzi wyraźną przemianę. Choć rezygnacja z autodestrukcyjnych zachowań wydaje się krokiem naprzód, niesie za sobą utratę spontaniczności. Autor przyznał, że fascynuje go możliwość pokazania, jak pozytywna zmiana może mieć negatywne konsekwencje. Podobnie narodził się pomysł na antagonistę zafascynowanego dźwiękiem – postać, która „słyszy krew” i próbuje stworzyć z niej makabryczny koncert. Jak sam podkreślił, inspiracje do takich historii pojawiają się nagle i potrafią dojrzewać przez lata, zanim znajdą swoje miejsce w fabule.

Jednym z bardziej osobistych momentów spotkania była opowieść Szczyżowskiego o doświadczeniu na tzw. Polanie Czarownic w Sudetach. Autor wspominał o niewytłumaczalnym wrażeniu dotyku na ramieniu, które – choć stara się tłumaczyć racjonalnie – pozostaje dla niego zagadką.

Podkreślał przy tym, że folklor sudecki, związany m.in. z dawnymi praktykami zielarskimi i ludową magią, jest niezwykle bogaty. W XVI wieku Karpacz był wręcz „wioską aptekarzy”, gdzie – obok medykamentów – tworzono również psychoaktywne mikstury znane jako „maści czarownic”.

Autor zapowiedział również swoją najnowszą powieść – „Nocnego Łowcę”, inspirowaną sudecką legendą o tajemniczej istocie zwiastującej zarazę i śmierć. Postać, której nigdy nie udało się jednoznacznie zidentyfikować, pojawia się w relacjach świadków jako cień lub zarys sylwetki wyłaniającej się z lasu. Nowa książka ma być najbardziej złożoną w dorobku Szczyżowskiego i – jak zapowiedział – doczeka się również prequela.

Obaj autorzy zgodzili się, że najbezpieczniej – i najuczciwiej – pisać o miejscach dobrze znanych. Próby odwzorowania realiów wyłącznie na podstawie internetowych informacji mogą szybko zostać wychwycone przez lokalnych czytelników. Borlik przywołał przykład trójmiejskiego klubu miłośników kryminału, który skrupulatnie analizuje topografię opisywaną w powieściach, sprawdzając nawet istnienie konkretnych parkingów. Szczyżowski zauważył natomiast, że na Śląsku wystarczy pomylić Zagłębie z Górnym Śląskiem, by stracić wiarygodność w oczach odbiorców.

Na zakończenie rozmowa zeszła na mniej literackie tematy. Okazało się, że Szczyżowski ma słabość do regionalnej bezy z Sokołowska, natomiast Borlik preferuje gofry – koniecznie w wersji wytrawnej. Po tym słodkim akcencie obaj autorzy udali się na stoiska wydawnicze, gdzie kontynuowali rozmowy z czytelnikami i podpisywali książki.


Fundacja Historia i Kultura

Istniejemy od 2004 roku. Promujemy czytelnictwo, wydajemy publikacje o tematyce historycznej, organizujemy wydarzenia o charakterze targowym i festiwalowym, poświęcone książce i literaturze.

Adres

ul. Kozia 3/5 lok. 31
00-070 Warszawa
email: biuro@historiaikultura.pl
tel. kom: +48 606 201 302

Projekt współfinansuje m.st. Warszawa