Podróż do świata literatury z prof. Koziołkiem
O kulisach powstawania bardzo popularnej audycji w Radiu Katowice zatytułowanej „Poczet pisarzy polskich” opowiadali podczas Targów Książki w Katowicach jej twórcy, czyli redaktor Ewa Niewiadomska oraz prof. Ryszard Koziołek, rektor Uniwersytetu Śląskiego.
Dotychczas powstały 33 godziny nagrań po polskich pisarzach i pisarkach, takich jak Leopold Staff, Jerzy Pilch, Wisława Szymborska, Witold Gombrowicz, Jarosław Iwaszkiewicz, Kazimierz Przerwa-Tetmajer, Mikołaj Rej, Jan Kochanowski, Jan Chryzostom Pasek czy Aleksander Fredro.
To, co zaskoczyło prowadzących, to duże zainteresowanie ich opowieściami. Mimo iż audycja nie była emitowana w tzw. prime time, ale w poniedziałkowe wieczory.
– Przy tworzeniu tej audycji towarzyszyła mi przekora, aby dzięki niej chciano czytać lektury omawiane przez nas. Nie musiałem być przy tym panem od polskiego, mogłem sobie pozwolić na oświeceniowe wygłupy – mówił prof. Ryszard Koziołek.
Ten format audycji bardzo się spodobał. Coraz więcej słuchaczy zgłasza się do prowadzących zafascynowanych ich opowieściami.
Autor książki „Czytać, dużo czytać” przyznał, że realizacja „Pocztu” była możliwa za sprawą radia publicznego, które sfinansowało realizację cyklu. – Mimo że w ostatnich latach patrzyliśmy na media publiczne dość krytycznie, to przez determinację niektórych jej przedstawicieli powstawały rzeczy dobre i przynosiły chlubę redakcjom. Takie audycje jak „Poczet” nie są dziś możliwe bez mediów publicznych. Cykl należy do audycji misyjnych, który mógłby zadowolić kilkuset odbiorców. Powinniśmy pilnować, aby media publiczne troszczyły się o to, co nie trafia do słuchaczy masowych.
Wybitny literaturoznawca mówił też o roli literatury. – Literatura jest czym więcej niż książki, jest sposobem użycia języka. Literatura jest szkołą mówienia. Czytanie jest fenomenalną, pożyteczną lekcją mówienia.
Ewa Niewiadomska dodała: – prof. Ryszard Koziołek zajmuje się odczarowywaniem różnych aspektów literatury.
Odniesiono się także do aktualnej sytuacji na rynku książki: – Ogromnie cieszę się z powrotu do książek mówionych i popularności audiobooków. Cieszę się także, że żadna z wielkich przepowiedni się nie spełniła. Lamentowano, że ludzie nie będą czytać książek, a zwłaszcza książek papierowych. Tymczasem to się nie sprawdziło. Największe zaskoczenie do literatura Young Adult, a zatem czytające nastolatki, które czytają dużo, sięgają po o grube książki. Młodzi ludzie czytają książki papierowe, można dyskutować o złożoności i głębi problemów poruszanych w tych lekturach, ale nie przesadzajmy, my też nie zawsze czytaliśmy tylko mądre książki – mówił prof. Ryszard Koziołek.
Ewa Niewiadomska i prof. Ryszard Koziołek za audycję „Poczet pisarzy polskich” zostali uhonorowani w tym roku nagrodą PIK-owy Laur w kategorii „Najciekawsza prezentacja książki i czytania w mediach audiowizualnych i elektronicznych”. (ET)
Rzezimieszki ze Śląska
„Kryminalny Śląsk” – pod takim tytułem odbyło się spotkanie zorganizowane przez Radio Katowice z udziałem dr Anny Zaczkowskiej, historyk z Muzeum Historii Katowic. Prowadziła je Ewelina Kosałka-Passia, która realizuje audycję z cyklu „Działo się!” na antenie Radia Katowice.
Spotkanie zgromadziło liczną publiczność, którzy z wielką uwagą słuchali opowieści o największych przestępstwach dwudziestolecia międzywojennego.
Dlaczego Śląsk sprzyjał antybohaterom? Jak tłumaczyła dr Anna Zaczkowska, Śląsk w drugiej połowie XIX wieku zamieszkiwała mała liczba ludności. Było tu dużo lasów, mnóstwo małych osad. A w dwudziestoleciu międzywojennym z powodu industrializacji, napływu ludności stał się magnesem dla przestępców z całego kraju, bo w tym tłumie czuli się anonimowo.
Wśród prezentowanych przez obie panie antybohaterów pojawił się „dolnośląski Arsen Lupin”, czyli pierwszy burmistrz Katowic, który okazał się złodziejem. To Louis Diebel. Ukradł 15 tys. talarów. Szukano go z niezwykłym rozmachem. W prasie zagranicznej zamieszczono portret pamięciowy i próbkę pisma. Wyznaczono też nagrodę za jego odnalezienie. I złapano go w Baltimore.
Eliasz i Pistulka to bandyci, który działali na Górnym Śląsku niczym Robin Hood czy Janosik – przynajmniej w przekazach ludowych. Razu pewnego dokonali zuchwałej kradzieży: ukradli sejf, wywieźli go do lasu, tam go otworzyli i zrabowali zgromadzony tam majątek. Zostali złapani i trafili do więzienia.
Śląsk miał też swoją grupę Peaky Blinders z Górnego Śląska na czele z Hanysem Stolorzem z Szopienic. Syn górnika trafił do pruskiego poprawczaka i zszedł na drogę przestępczą. Terroryzował okolicę, był zuchwały, kradł i mordował.
Kolejna omawiana postać owiana złą sławą to Nikifor Maruszeczko – morderca z Parku Kościuszki. Wielbiciel maskarady i tańców. Był włóczęgą, skazywano go za drobne kradzieże. Potem dokonywał zbrodni w Krakowie, Warszawie i na Górnym Śląsku. Mimo że był poszukiwany przez policję całego kraju, postanowił wziąć udział w balu karnawałowym w Białej. I to go zgubiło. Otrzymał nawet podwójną karę śmierci.
Spotkanie zostawiły pewien niedosyt, prowadzące zachęcały, aby to w książkach poszukiwać ciekawych historii z życia wziętych, które bywają dużo ciekawsze niż sensacyjne filmy. (ET)
Tajniki uważności
O tym, jak wzmocnić nasze dzieci, by lepiej radziły sobie z codziennym stresem w szkole i w domu rozmawiała redaktor Iwona Kwaśny z Radia Katowice z Eweliną Adamczyk, certyfikowaną trenerką uważności dla dzieci i młodzieży.
– Nasze dzieci przede wszystkim potrzebują uwagi – podkreślała Ewelina Adamczyk. – Trzeba ich słuchać uważnie, nie przerywać im, gdy mówią. Być szczerym i autentycznym w kontakcie. Niestety mamy wdrukowane nawykowe reakcje, reagujemy impulsywnie, a to szkodzi relacjom – mówiła ekspertka. Radziła, aby wziąć oddech, zanim się coś odpowie, powiemy coś, co nasuwa się nam natychmiastowo.
Jak zaznaczała, uważność to trening naszego umysłu. Omawiała tajniki mindfullnes wśród dzieci i młodzieży, ale też wśród dorosłych.
Zachęcała do praktyk nieformalnych, jak uważne wypicie wspólnie herbaty, wspólny spacer. To ważne, bo nauka uważności tworzy bezpieczny bufor. Istotne jest także budowanie pozytywnej relacji samemu ze sobą.
Na koniec spotkania Ewelina Adamczyk poleciła szereg lektur, które pomagają w rozwijaniu uważności. (ET)
Spotkanie z poezją Mariusza Jochemczyka
Biblioteka Śląska zorganizowała podczas Targów Książki w Katowicach spotkanie z Mariuszem Jochemczykiem, autorem tomiku poezji „Ukryta opcja”.
Wieczór autorski prowadził Jan Baron.
Mariusz Jochemczyk jest doktorem habilitowanym nauk humanistycznych, profesorem w Instytucie Literaturoznawstwa Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach. Członkiem Komisji Historycznoliterackiej PAN w Katowicach oraz Towarzystwa Literackiego im. Teodora Parnickiego, a także zastępcą redaktora naczelnego półrocznika naukowego „Fabrica Litterarum Polono-Italica”. Spod jego pióra wyszły publikacje: „Rzeczy piekielne. Wokół ‘Poematu Piasta Dantyszka’ Juliusza Słowackiego” (Katowice 2006), „Sploty tradycji. Dwugłosy o literaturze polskiej XX wieku” (Katowice 2014), „Wobec tradycji. Śląskie szkice oikologiczne” (Katowice 2015). Jest też współautorem publikacji: „Nasz Broniewski. Prelekcje warszawskie” (Katowice 2010), „Myśleć Kafką. Teksty i konteksty” (Katowice 2023).
Autor, zapytany o tytuł tomiku, odpowiedział: – Chciałem wywołać niepokój, pewien rodzaj zgrzytu między tytułem a tekstami zebranymi w tomie.
Tomik skierowany jest nie tylko dla miłośników poezji, lecz także każdego, kto kontempluje Górny Śląsk. Ale nie tylko: – Zależało też mi na tym, żeby moje teksty trafiły do czytelnika nie tylko z regionu, ale też z całej Polski.
– Opowieść o Śląsku mnie ciekawi wtedy, gdy jest w kłopocie. Kryzys jest lepszym środowiskiem dla mnie jako twórcy. Pewien sposób mocowania się jest czymś, co dla mnie jest bardziej owocne dla śląskich spraw niż pewien rodzaj zadowolenia czy mody. Z trudnych sytuacji rodzą się rzeczy ciekawsze. Taka jest moja opowieść i moje miejsce – opowiadał Mariusz Jochemczyk.
– W jednym z tekstów, który jest mocno osadzony w kontekście politycznym, autor używa języka Nowej Fali a Śląsk jest pretekstem do opowiedzenia historii relacji obywatela z systemem władzy – wskazał Jan Baron.
W trakcie spotkania zabrzmiała też poezja – twórca przeczytał kilka swoich utworów.
Szaleństwo szczegółów
Drugiego dnia Targów Książki w Katowicach odbyło się spotkanie organizowane przez Wydawnictwo Instytutu Pamięci Narodowej pt. „45-letnia lekcja komunizmu w Polsce. Czego historycy się nauczyli, co chcą wiedzieć i jak to przedstawiają”. Rozmowa dotyczyła rocznika „Komunizm: System – Ludzie – Dokumentacja” i projektu badawczego poświęconego komunizmowi.
Rocznik naukowy wydawany przez Instytut Pamięci Narodowej Oddział w Lublinie oraz Towarzystwo Nauki i Kultury „Libra”, poświęcony jest szeroko rozumianym zagadnieniom funkcjonowania partii komunistycznej w Polsce oraz Związku Sowieckim i krajach tzw. bloku wschodniego.
Dr hab. Adam Dziuba, redaktor naczelny „Komunizmu” przyznał: – My, historycy IPN-u, badamy, jak ten ustrój funkcjonował, ale też jak funkcjonowało społeczeństwo pod rządami komunistycznymi. Mamy zbieżne i lekko rozbieżne wyniki i nie chcemy być w tym jednorodni. Badania nad nimi będzie trwała jeszcze długo. Dotychczas opracowaliśmy drobiazgową, wycinkową przyczynkową historię komunizmu.
Dr Bogusław Tracz, członek redakcji zwrócił uwagę, że jeszcze mało zbadane jest przekładanie ideologii komunizmu na praktykę. Jego zdaniem w ocenie komunizmu nie bierze się jednej istotnej rzeczy: – Komunizm był w sensie antropologicznym błędem. Nie sprawdził się, ponieważ jego założenia były błędne.
Z kolei dr Robert Spałek podkreślił, że w opisywaniu lat komunizmu jest szaleństwo szczegółów. Mówił o roli historyków, który nie powinni odpowiadać jedynie na oczekiwania czytelników. – Nastąpił nieprawdopodobny przełom przez te trzydzieści lat w naszej wiedzy o komunizmie w Polsce i partii PZPR, poszczególnych ludziach partii, o Bezpiece. To na pewno jest ogromny sukces polskiej historiografii. Ale historycy rzucili się na szczegóły, wartością samą w sobie stała się nowość i to trwa do dzisiaj. Jest natłok literatury, dokumentów, biografii, monografii, które historycy „wypuszczają”, ale niestety te książki nie wchodzą do obiegu społecznego. A kolejni naukowcy poszukują znów nowych informacji, faktów. Prace nad polską historią za mało przypominają typ uprawiania historii anglosaskiej. Nauka historyczna powinna być między nauką humanistyczną a historią. Brakuje popnauki, softnauki – mówił historyk.
Dr Konrad Rokicki przyznał też, że w publikacjach największy nacisk kładziony jest na faktografię. Jest przyrost publikacji tego rodzaju. A w pogoni za faktografią traci są kontekst. Wystosował również postulat badawczy: Za mało jest dyskusji na temat tego, jaką rewolucję społeczną przyniosły rządy komunistyczne. A do tego trzeba gruntownie przebadać historię II Rzeczpospolitej.
Dr Robert Spałek mówił też o tym, że historycy piszący o historii politycznej w większości przyjęli za paradygmat: antykomunizm. Nie dokonano niestety oceny w imieniu państwa zachowań komunistów i ostatnią deską ratunku stali się historycy. – Tkwimy w tym błędnym podejściu, że historyk powinien mieć perspektywę antykomunizmu.
Dr Bogusław Tracz dodał: – O jednym trzeba pamiętać: PZPR przez 45 lat rządów nie była nigdy badana. Badania te ruszyły po 1989 roku i my jako historycy zaczęliśmy nadganiać stracony czas. (ET)
Spotkanie autorskie z Saszą Filipienko
Gościem Instytutu Książki Białoruskiej na stoisku Wolnej Białorusi był Sasza Filipenko.
Białoruski pisarz i dziennikarz mieszka w Bazylei na uchodźstwie. Podczas spotkania mówił o tym, co to znaczy być białoruskim pisarzem, żyjąc na co dzień z dala od ojczyzny. Wspomniał, że pisze tylko po rosyjsku. Podkreślał przy tym, że język rosyjski nie jest własnością Rosji.
– Moim zadaniem jest powtarzanie, że rosyjski jest również naszym językiem – mówił.
Podczas swojego wystąpienia odnosił się także do wojny w Ukrainie.
– Chcemy, aby wojna została natychmiast przerwana. Chcemy, by Ukraina wygrała. Ale nie wolno też zapominać, że 9 milionów ludzi jest obecnie zakładnikiem w środku Europy z powodu reżimu Łukaszenki.
Książki Saszy Filipenko wydano dotychczas w 16 językach, nie doczekał się natomiast przekładu na język polski. Jego wystąpienie spotkało się z dużym zainteresowaniem, należy mieć nadzieję, że wkrótce doczeka się wydania swoich dzieł w naszym kraju. (ET)
Spotkanie z poezją Uładzimira Niaklajewa
W ramach programu gościa specjalnego Wolnej Białorusi odbyło się spotkanie z poezją Uładzimira Niaklajewa zorganizowane przez Instytut Książki Białoruskiej.
Uładzimir Niaklajew jest białoruskim poetą, jednym z najwybitniejszych przedstawicieli tradycyjnego nurtu poezji białoruskiego Odrodzenia. Zawsze był zaangażowany publicznie, kierował Białoruskim PEN Clubem. W 2010 roku startował w wyborach prezydenckich, został pobity i zatrzymany. W wyniku represji wiele lat spędził na emigracji.
– W 1990 roku przez rok mieszkałem w Warszawie. Psychologicznie to było bardzo trudne, bo w Białorusi byłem znanym twórcą, w Polsce byłem nikim. Rozpaczałem z tego powodu, że muszę zacząć życie od zera. Próbowałem się zająć polityką, ale zorientowałem się, że to nie jest moją domeną. Zacząłem dalej pisać wiersze.
Poeta przeczytał swoje utwory odnoszące się do aktualnej sytuacji z tomu „Sam”, który zawiera wiersze napisane w ciągu ostatnich pięćdziesięciu lat.
Zostały również odczytane w języku polskim w przekładzie Bohdana Zadury i Adama Pomorskiego.
Uczestnicy spotkania usłyszeli m.in. poemat „Wojna, której nie ma” oraz komentarz jego autora:
– Obecna wojna jest dla mnie wielkim bólem i czuję w tym swój osobisty udział. Nie szykowałem tej wojny, ale ona zaczęła się z mojej ziemi, z Białorusi, z mojej ojczyzny. Przez tę wojnę straciłem wielu przyjaciół, za równo w Rosji, jak i w Ukrainie. Kiedy dzwonię do przyjaciół w Ukrainie słyszę, że rakiety lecące z Białorusi zabijają ukraińskie dzieci. Wojna w Ukrainie była tylko początkiem tego, co widzimy dzisiaj, ogień wojny trawi Bliski Wschód – mówił Uładzimir Niaklajew.
– Dziś w Białorusi ludzie, którzy występują przeciwko wojnie trafiają do więzienia. Trafiają tam ludzie, którzy nie popierają polityki władz białoruskich. Wśród 30 tys. represjonowanych, wśród nich jest trzydziestu moich najbliższych przyjaciół. Wśród nich Aleś Białecki, który otrzymał Pokojową Nagrodę Nobla – powiedział białoruski poeta.
Białoruska literatura więzienna
Gościem specjalnym Targów Książki w Katowicach jest Wolna Białoruś. Swoje publikacje – na 60-metrowym stoisku – prezentują niezależne białoruskie wydawnictwa. O obecnej sytuacji twórców można też posłuchać na spotkaniach organizowanych przez Instytut Książki Białoruskiej.
Pierwszego dnia targów Alena Laptsionak, działaczka w Centrum Obrony Praw Człowieka „Wiosna”, organizacji założonej przez białoruskiego działacza społecznego i laureata Pokojowej Nagrody Nobla Alesia Bialackiego, mówiła o cyklu książek pisanych przez białoruskich więźniów politycznych.
Aleś Bialacki, filolog, pisarz, działacz społeczny, przebywa obecnie w białoruskim więzieniu. Jest ważną postacią w najnowszej historii i kulturze Białorusi. W mowie noblowskiej, odczytanej przez jego żonę w grudniu 2022 roku podczas ceremonii wręczenia nagrody w Oslo, działacz stwierdził: „Nic nie powstrzyma ludzkiego pragnienia wolności. W mojej ojczyźnie cała Białoruś przebywa w więzieniu”.
To właśnie od wpadł na pomysł wydania książek więźniów politycznych w jednej serii wydawniczej.
Cykl ten został zainicjowany w 2017 roku. Dotychczas ukazało się 10 tytułów.
– Jest to literatura pozbawiona fikcji, o doświadczeniach osobistym, twórczym przemyśleniu, o przekonaniach i wartościach – mówiła Alena Laptsionak. – Z jednej strony chcemy wykrzyczeć całemu światu, co się dzieje w naszym kraju, a z drugiej strony, nie chcemy też naszym autorom zaszkodzić – mówiła.
Zapewniła, że serię będzie kontynuowana, zgromadzono już teksty od ponad 50 autorów, są wśród nich napisali wiersze, wspomnienia, a nawet bajki dla dzieci. – Bo zakładzie karnym ci ludzie bardzo tęsknią za rodziną, za dziećmi. Literatura więzienna nie jest odrębnym gatunkiem literackim. Może to być proza, poezja, wspomnienia, listy.
Alena Laptsionak poinformowała także, że dotychczas z serii tylko jedna książka została przetłumaczona na język polski – to Igara Alinewicza „Jadę do Magadanu” (wydana przez wydawnictwo Trojka). 13 i 14 listopada na deskach Teatru Druga Strefa w Warszawie zagości czeski Theatre 3+KK z Brna ze spektaklem na podstawie właśnie tej książki.
Pozostałe książki w serii dotychczas wydane: Zmicie Drozd „Bunt Bataników”, Mikołaj Dziadok „Farby równoległego świata”, Aleś Kirkiewicz „Siedem miesięcy w białoruskim więzieniu”, Aleś Bialacki „Zeszyty więzienne”, Pavel Seviaryniec „Kamienne serce”, Aleś Puszkin „Album więzienny”, Siargiej Skrabec „Cena wolności”, Maksim Znak „Zekamieron” oraz „Biazdrodny Kasmapalit Kim Hadziejew i inni”. (ET)
Matematyka jest kobietą
Pierwszego dnia Targów Książki w Katowicach z inicjatywy Fundacji Historia i Kultura i Radia Katowice w cyklu „Spotkania z nauką” odbyło się spotkanie „Matematyka to Herstoria” z udziałem prof. Maciej Sablik i prof. Agnieszki Nowak-Brzezińskiej.
Redaktor Beata Tomanek, która prowadziła spotkanie, podkreślała, że w każdym wieku można uczyć się matematyki, można się nią zafascynować, o czym przekonała się w czasie swojej pracy zawodowej w Radiu Kielce.
Rozmawiano o tym, jak wiele kobiet poświęciło swoje życie matematyce i wywarło wpływ na rozwój nauki. A także o tym, że kobiety miały pod górkę, zwłaszcza w edukacji i działalności naukowej.
Prof. Maciej Sablik w żartobliwy sposób wspomniał o tym, że, jak głosi anegdota, to z powodu Zofii Kowalewskiej, wybitnej matematyczki, Alfred Nobel nigdy nie ufundował nagrody w tej dziedzinie.
Za pierwszą kobietę związaną z matematyką uznaje się Hypatię z Aleksandrii.
Pierwszą programistką była Ada Lovelace, córka lorda Byrona. Przyczyniła się do zapisu pierwszego programu informatycznego. Na jej cześć nazwano język programowania (Ada) w 1980 roku.
Oczywiście w panteonie kobiet kojarzących się z naukami ścisłymi nie mogło zabraknąć Marii Skłodowskiej-Curie.
Kolejną zasłużoną naukowczynią jest Emmy Noether, niemiecka matematyczka i fizyczka żydowskiego pochodzenia. Einstein nazwał ją najwybitniejszą matematyczką wszechczasów. Opublikowała twierdzenie, które przyniosło jej sławę – twierdzenie Noether. Jest autorką teorii niezmienników algebraicznych.
W historii nauki zapisała się także Maria Goeppert-Mayer. Pochodziła z zasłużonej dla Śląska rodziny uczonych. To druga kobieta na świecie, która otrzymała Nagrodę Nobla z fizyki. Mówiono o niej „tańcząca z atomami”. Odkryła budowę jądra atomowego.
Wspomniano także o Grace Hopper, amerykańskiej pionierce informatyki, przez wielu nazywaną „matką programistów”.
Naukowcy opowiadali także o Rosalind Elsie Franklin. „Była zaprzeczeniem pędu do splendorów” – podkreśliła prof. Agnieszka Nowak-Brzezińska. To ta badaczka jako pierwsza na świecie sfotografowała podwójną strukturę helikalną DNA. Niestety została pominięta w przyznaniu nagrody Nobla, zawłaszczyli ją mężczyźni.
Niezwykle ciekawą postacią była Hedy Lamarr, austriacko-amerykańska aktorka, wynalazczyni i producentka filmowa. Miała własne objazdowe laboratorium. Mówiono o niej „Hollywood star und Lady Bluetooth”. To właśnie dzięki niej możemy dziś mówić o komunikacji bezprzewodowej.
Wielką postacią była Helena Rasiowa, matematyczka, profesor Uniwersytetu Warszawskiego i Polskiej Akademii Nauk; zajmowała się logiką, algebrą, teorią mnogości oraz informatyką. Służyła polskiej nauce, to ona stanowiła podwaliny sztucznej inteligencji.
Z kolei baronessa Ingrid Daubechies, belgijska fizyk i matematyk, najbardziej znana jest z pracy nad falkami w kompresji obrazu.
I jeszcze jedna ważna badaczka – Marjam Mirzachani, jedyna kobieta, która zdobyła dotychczas Medal Fieldsa (przyznawany wyłącznie młodym matematykom, którzy nie ukończyli 40. lat.
Na koniec spotkania wspomniano o tym, że liderka wśród liczb… też jest kobietą, a chodzi o liczbę Pi. A jej rywalką jest liczba e. (ET)
Niemcy, Rosja, Polska po wojnie w Ukrainie
Obecna sytuacja polityczna w Europie była tematem konferencji zorganizowanej pierwszego dnia Targów Książki w Katowicach przez Fundację Historia i Kultura zatytułowanej „Niemcy, Rosja – nowy porządek międzynarodowy po wojnie w Ukrainie”.
Historycy: prof. dr hab. Hieronim Grala, prof. Grzegorz Kucharczyk i dr Krzysztof Rak oraz dziennikarz i autor książek Zbigniew Parafianowicz – przybliżali szerokiej publiczności wiedzę historyczną na temat relacji niemiecko-rosyjskich, które były determinantą losów Polski, a także stosunków amerykańsko-niemieckich, omawiano także pozycję międzynarodową Polski w czasie wojny w Ukrainie. Dywagowano także nad sytuacją geopolityczną po zakończeniu wojny u naszego wschodniego sąsiada.
O tym, czy Rosja pozostanie mocarstwem światowym mówił prof. dr hab. Hieronim Grala.
– Pytanie, czy Rosja po wojnie będzie mocarstwem jest pytaniem postawionym dość nieprecyzyjnie, ponieważ Rosja nie aspiruje do tego, żeby być mocarstwem, tylko cały czas stoi na pozycji, że jest supermocarstwem. I jest kolejne pytanie, które wszyscy sobie stawiają, a mianowicie, jak faktycznie wygląda pozycja Rosji dzisiaj, po wybuchu wojny w Ukrainie, wysysającej mocno zasoby, i faktyczny poziom machiny militarnej Rosji? Nikt z nas raczej w przytłaczające zwycięstwo Rosji nie wierzy – mówił historyk.
Co dalej? Jeżeli budować po konflikcie Rosję mają przedstawiciele tej elity, którą mamy dzisiaj, to jasne jest, że z ideą mocarstwowości Rosji się nie pożegnamy. Nie po to będą odbudowywać Rosję. Czy istnieją możliwości pozbawienia Rosji tego statusu? Proszę Państwa, pozbawienie tego statusu, ogromnego kraju, bez rozbicia go na części, jest mało możliwe. A rozbicia go na części nikt nie chce. Więc trzeba będzie pogodzić się z jakąś trochę jednak więcej niż lokalnego mocarstwa, które jest istotnym elementem w polityce światowej, w stosunkach amerykańsko-chińskich. A to wszystko sprawia, że Rosja ma ogromną szansę na zachowanie bardzo poważnej roli politycznej. Czy nam się to podoba czy nie – wyjaśniał prof. dr hab. Hieronim Grala.
Z kolei prof. Grzegorz Kucharczyk odpowiadał na pytanie: Czy Niemcy po wojnie będą hegemonem w Europie Środkowo-Wschodniej?
– Nikt z reprezentantów rządzących aktualnie niemieckiej elity politycznej, nie używa słowa hegemon, aczkolwiek w opracowaniach różnych poczytnych, współczesnych niemieckich politologów pojawiają się takie odniesienia. Używa się terminu „dobroczynny hegemon” albo „Neue Macht in der Mitte”, czyli nowej sile w środku. Środku Europy. Ta hegemonia, do której uważam, Niemcy chcą dążyć pod szyldem brania większej odpowiedzialności za Europę, ona ma być osiągana innymi środkami. I nie należy wiązać tego planu z jakimiś koncepcjami tworzenia IV Rzeszy, tylko raczej do odnowienia, czy też do przystosowania do warunków XXI wieku dawnej koncepcji Europy. Czyli tworzenia przez Niemcy, albo też, mówiąc precyzyjnie, konsolidacji przez Niemcy pewnej sieci wpływów, które Niemcy właściwie od zjednoczenia, czyli już ponad 30 lat budują cierpliwie w Europie Środkowej oraz Europie Wschodniej. Bo jeżeli gdzieś Niemcy chcą tą większą odpowiedzialność za Europę wziąć, to przede wszystkim właśnie w tym regionie, w Europie Środkowej, który jest, jak pokazuje historia ostatnich 200-250 lat, tym regionem kluczowym dla całej architektury bezpieczeństwa i ładu politycznego na Starym Kontynencie. Tutaj to ma się rozstrzygnąć. I liczy się tak naprawdę nie tyle władza, co wpływy. Nie władza w sensie bezpośrednim, nie władza w sensie terytorialnym, tylko wpływy, sieć wpływów, które pozwalają sprawować kontrolę. A więc tak naprawdę chodzi o władzę, ale pośrednio – mówił prof. Grzegorz Kucharczyk.
Udział w dyskusji brał również udział dr Krzysztof Rak, dyrektor zarządzający Fundacji Współpracy Polsko-Niemieckiej, który mówił na temat roli Niemiec w grach globalnych z Rosją, Chinami i Stanami Zjednoczonymi
– Jak sytuacja dzisiaj wygląda? Wybuch wojny powoduje wpadanie Rosji w coraz większą zależność od Pekinu. Putin jest gotów podporządkować Moskwę Pekinowi, żeby uniemożliwić po jego panowaniu na kierunek prozachodni i modernizujący. Niemcy zwiększają uzależnienie od polityki Stanów Zjednoczonych. Wojna w Ukrainie wpłynęła na relacje pomiędzy Niemcami a Stanami Zjednoczonymi i Rosją a Chinami. I rodzi się pytanie: czy możliwe jest, ażeby wektor wschodni Niemiec, który był wektorem Berlin-Moskwa, mógł zostać zastąpiony przez Berlin-Pekin? – zastanawiał się Krzysztof Rak.
Zbigniew Parafianowicz omawiał relacje polsko-ukraińskie. – Te prawie dwa lata wojny w Ukrainie to jest okres przełomowy dla polskiej polityki zagranicznej. Polska, prowadząc politykę wobec Ukrainy prowadzi ją w taki sposób, żeby lewarować się wobec Zachodu.
Jak przekazał, bilans ostatniego okresu to jest różnokolorowa mozaika, w której można obserwować bardzo szczegółowo poszczególne aspekty, korzyści i straty. – Niestety w ostatnim czasie to jeszcze nie jest upadek relacji polsko-ukraińskich, ale dość poważne gnicie. Polska traci jakiekolwiek narzędzia wpływu i możliwość współpracy z elitami ukraińskimi.
I dodał: – Po dwóch latach wojny mitem jest powiedzenie, że przekazanie czołgów, samolotów, pocisków nie miało szans nie ma. Udało się osłabić potencjał militarny Rosji. Z tej perspektywy Polska cel osiągnęła. W tym sensie udało się pozycję Polski wzmocnić. A w stosunku do sojuszników – takich jak Niemcy, Wielka Brytania, Bruksela? Finalnie nie. Widać to po ociepleniu stosunków niemiecko-ukraińskich. W wymiarze politycznym lewarowanie polityki nie było trwałe.
Podczas dyskusji poruszany był także temat konfliktu na Bliskim Wschodzie, mówiono także o kryzysie migracyjnym na granicy polsko-białoruskiej.
Konferencja została dofinansowana z programu Społeczna odpowiedzialność nauki Ministerstwa Edukacji i Nauki. (ET)










